DATA

Jak być wystarczająco dobrą mamą?

Lista

A jakbyśmy zapisali ten tytuł inaczej, spojrzeli na kobietę, z innej perspektywy?

BYĆ- WYSTARCZAJĄCO DOBRĄ- MAMĄ.

Podróż w dorosłe życie każdej z nas, zaczyna się z głową pełną marzeń i kreatywnych pomysłów. Jest w niej również miejsce na ślub, męża, dom, dzieci. Wiele kobiet szybko podejmuje decyzję o małżeństwie i macierzyństwie, nie zauważając, że nie zdążyły BYĆ sobą, a już wchodzą w kolejne role społeczne.

Dlaczego tak ważnym jest, aby najpierw poznać siebie?

Większość kobiet, z którymi pracuję, zapytane, czy się lubią, jakie mają mocne strony, co jest ich potencjałem, gdzie drzemie ich wewnętrzna moc, nie są w stanie odpowiedzieć na te pytania. Kiedy pytam o to, kim są, opowiadają o dzieciach, mężu, psie, czy pracy. Niewielki odsetek, opowie naprawdę o kobiecie, która siedzi przede mną.

Każda taka historia zaczyna się wiele lat wcześniej, w domu rodzinnym. Tam nabywamy schematów, które podświadomie realizujemy w życiu dorosłym.

My, jako kobiety, żyjące w Polsce, słysząc „wystarczająco dobra mama”, mamy od razu sygnał- „matka Polka”. Słyszałyśmy to niezliczoną ilość razy. Jak powinniśmy? Czego nie wypada? Kiedy jest wystarczająco dobrze? Tylko według kogo?

W Wikipedii, znajdziemy opis „matki Polki”, jako symbol kobiety patriotycznej, która całe swoje życie poświęciła rodzinie i wychowaniu dzieci, jako matka. Jednak, czy nie pełni to roli mitu społecznego? Czy całkowite „poświęcenie” siebie, na rzecz „dobra wspólnego”, nie jest utratą siebie- swojego BYĆ.

Być wystarczająco dobrą mamą?

Przyjrzyjmy się jaką „jakość” do rodziny wnosi mężczyzna, a jaką kobietą.

Nasze uwarunkowania społeczne i religijne zakłócają nam podstawowy przekaz tych „jakości”.

Jak byśmy wzięli pod uwagę mężczyznę i kobietę, którzy budują swoje partnerstwo, widzimy wiele naleciałości i niewspierających przekonań dotyczących budowania ich relacji, komunikacji, znaczenia, jakie każdy z nich, bez względu na płeć, wnosi do kolejnej komórki społecznej jaką jest rodzina.

Według wielu filozofów, terapeutów, psychologów- ja odwołam się tutaj do wiedzy i metod Berta Hellingera- mężczyzna i kobieta tworząc związek, tworzą wyjątkową i niepowtarzalną więź.

Mężczyzna, jakbyśmy go określili na przykład numerem jeden (nie jeden, dlatego, że jest ważniejszy, jedynie dlatego, aby łatwiej nam było zobrazować sytuację). To pozycja, na której, ten mężczyzna wie, że wybierając sobie kobietę, za żonę, czy partnerkę,  staje się odpowiedzialny za bezpieczeństwo i stabilność. To on, toruje drogę kobiecie i dzieciom. On z przysłowiową maczetą, przedziera się przez dżunglę, żeby przeprowadzić swoją partnerkę- żonę i ich dzieci, aby o nich zadbać. Jeżeli byśmy mieli powiedzieć, za co odpowiada mężczyzna- ojciec, jakie wartości wnosi dla swoich dzieci, będzie to informacja o działaniu, wychodzeniu do świata, o sposobie wyrażania się, mówienia swojej prawdy, obstawania za sobą. O tym, jak dążyć do celu, konsekwentnie realizować swoje plany. Będzie pokazywał nam, jak wyznaczać granice i dbać o nie. Ojciec, będzie uczył nas, w jaki sposób obchodzić się z pieniędzmi, jak je zarabiać i wydawać. On dba o stabilizację, ponieważ jest podstawą- fundamentem, pierwszym nauczycielem tego, co dzieci wyniosą do dorosłego życia, i według jakich wzorów będą kształtowały kolejne jednostki społeczne.

Jeśli mielibyśmy teraz przyjrzeć się kobiecie. To przy niej, przy matce są nasze początki, to z nią wiążemy się najbardziej emocjonalnie, bo każde dziecko w momencie porodu, zna bardziej swoją mamę, niż ona swoje dziecko, bo ono w czasie ciąży czuło jej emocje, radości i smutki. To matka uczy nas i odpowiada za karmienie, budowanie więzi i relacji, zarówno z samym sobą, ze swoim ciałem, z dotykiem. To od niej pierwszej dostajemy właśnie ten dotyk, to czucie zewnętrzne. Od niej dostajemy ciepło, od samego początku naszego istnienia. Ona odpowiada za bliskość, intymność, za tą relację, jedyną na świecie- między dzieckiem, a matką. Ona nas karmi. Daje nam poczucie bezpieczeństwa w czuciu, w tym, że jesteśmy zaopiekowani, tak wewnętrznie, emocjonalnie. Ona pokazuje nam pierwszy schemat budowania partnerstwa- relacji. Uczy, jak zaopiekować się sobą. Matka daje moc, buduje wewnętrzną siłę, którą ojciec później wzmacnia, abyśmy mogli z odwagą wychodzić do świata i realizować swoje plany.

Nie ma ważnego lub ważniejszego rodzica. W rodzinie, nie ma ani, szyi ani głowy. Jest dwoje równowartościowych partnerów, wnoszących zupełnie inne jakości do relacji, jaką razem tworzą- do rodziny.

Wiele stereotypów i społecznych nacisków utrudnia nam budowanie szczęśliwych związków. Zapominamy, że tworząc kolejną komórkę społeczną, nie wchodzimy do niej jako czysta kartka. Każdy z nas zarówno kobieta, jak i mężczyzna, wnoszą bagaż doświadczeń i schematów, których nauczyli się w swoich domach.  Tego, co obserwowali w budowaniu relacji, między kobietą a mężczyzną, między matką, a ojcem.

WYSTARCZAJĄCO DOBRA MAMA

To nie jest łatwe być- mamą.  Najczęściej, kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy w ciąży, pierwsze, co robimy, to kontaktujemy się z osobami, które mają już dzieci, lub z własną mamą. Wujek Google, Instagram i inne dostępne możliwości, które mamy na wyciągnięcie ręki wykorzystujemy do tego, aby posiąść wiedzę na poziomie ekspertskim. Drogie panie, pewnie już tam byłyście, szukałyście porad jak najlepiej, najwspanialej, najdokładniej zająć się swoim dzieckiem.

Jednak niewiele z nas, „kontaktuje się” same ze sobą, ze swoją intuicją, z czuciem.  Mam na myśli te momenty, kiedy pytamy się same siebie: Jaką mamą chcę być?, Co dla mnie, i tylko dla mnie, znaczy macierzyństwo, na każdym jego etapie?, Co ja wewnętrznie czuję, że dla mojego dziecka będzie najlepsze?.  I tu odwołuje się do tego, co każda z nas chociaż raz przeżyła, odczuła, doświadczyła. To jest ta chwila, kiedy Wiesz- CZUJESZ, że z Twoim dzieckiem „coś” jest nie tak, że słyszysz, nie tylko uszami, ale wewnętrznym głosem, że ono inaczej zaczyna kasłać, że to, co mówi jest w innej energii, że mówi jedno, a Ty wiesz, że chodzi o coś innego. To chwila, kiedy przychodzi ze szkoły, rzuca plecakiem, ale nakłada uśmiech na twarz i mówi, że jest wszystko okej. Znacie to?

Mówię tutaj o intuicji,  o wewnętrznym głosie, który każda z nas ma, tylko nie mamy z nią połączenia. To kolejny nasz zmysł. Dziwne odczucie w ciele, że z naszym dzieckiem coś się dzieje. Przeczuwamy. Wiele razy wiemy szybciej, lepiej, dogłębniej, niż niejeden psycholog, terapeuta i lekarz. Też jestem absolwentką szkoły dla rodziców i wychowawców, ona pozwoliła mi otworzyć głowę na inne spojrzenie na tą, jakże niesamowitą rolę w moim życiu, jaką jest macierzyństwo. Jednak nadal stwierdzam, że im bardziej czuję, tym lepiej wiem, co dzieje się z moim dzieckiem. Im bardziej jestem uważna, na te małe podszepty intuicji, tym lepszą mamą jestem.

Wiele kobiet wchodząc w proces macierzyństwa zapomina, o ważnych aspektach, jakimi jest bycie sobą i partnerstwo.

Kobiety zapominają o sobie, o tym, że bycie mamą, do końca nas nie definiuje, nie zwalnia nas z roli, bycia sobą, z postawienia siebie, bez względu na okoliczności, na pierwszym miejscu. Domyślam się, że w wielu z Was pojawia się wewnętrzny krzyk niezgody. Piszę to na bazie wieloletniej praktyki terapeutycznej. Na pytanie, „Czy siebie kochasz?” kobiety odpowiadają albo zażenowaniem, albo takim zaskoczeniem- no, jak to? Pojawia się konsternacja, ale nawet w Piśmie Świętym jest mowa o tym, że mamy kochać bliźniego swego, jak siebie samego. Znacie osoby, które nie lubiąc siebie, lubią innych ludzi? Znacie osoby, które nie kochając siebie, kochają całym sercem, inną osobę i tworzą szczęśliwe relacje, związki, rodziny- ja nie.  I jeśli nie zaczniemy od miłości własnej, od ukochania siebie, kawałek po kawałku, bez względu na to, jakie mamy zasoby, możliwości, jak wyglądamy. Wiecie, że jak patrzymy na siebie w lustrze, każdego dnia, „okładamy” się trudnymi słowami, nie mamy siły wewnętrznej na mówienie innym czegoś dobrego. Jeżeli jesteśmy wiecznie niezadowolone sam z siebie, jeżeli nie lubimy siebie, mamy do siebie wieczne pretensje, to będziemy przenosić to na świat zewnętrzny. Jeżeli jesteśmy sfrustrowane, niezadowolone, umniejszamy sobie, to nie mamy siłę i mocy mówienia swojemu dziecku- Uwierz w siebie- możesz wszystko. Pamiętajmy, że nawet jak to powiemy, to i tak nikt w to nie uwierzy, bo my swoją postawą, sposobem życia, funkcjonowania, dajemy niewerbalny komunikat na to, że to nie jest prawda.

Więc kobieto, to Ty kreujesz rzeczywistość Twojego „domu”. To Ty masz niepowtarzalną moc dawania życia, kreowania, obfitości, tej wewnętrznej mocy. Od Ciebie zależy, jak ta rodzina funkcjonuje. To Ty uczysz budować relacje, komunikować potrzeby. To Ty, masz dar empatii. Przez Twoje oczy, dzieci widzą rodzinę i partnerstwo. To, jak traktujesz swojego męża, jak określasz zasady, według których chcesz być traktowana, pokazuje Twoim dzieciom schemat, w jakim będą zapewne podświadomie funkcjonowały we własnym życiu.

 

WIĘCEJ
ARTYKUŁÓW

Blog

Jak być wystarczająco dobrą mamą?

A jakbyśmy zapisali ten tytuł inaczej, spojrzeli na kobietę, z innej perspektywy? BYĆ- WYSTARCZAJĄCO DOBRĄ- MAMĄ. Podróż w dorosłe życie każdej z nas, zaczyna się z głową pełną marzeń i kreatywnych pomysłów. Jest w niej również miejsce na ślub, męża, dom, dzieci. Wiele kobiet szybko podejmuje decyzję o małżeństwie i macierzyństwie, nie zauważając, że nie zdążyły BYĆ sobą, a już wchodzą w kolejne role społeczne. Dlaczego tak ważnym jest, aby najpierw poznać siebie? Większość kobiet, z którymi pracuję, zapytane, czy się lubią, jakie mają mocne strony, co jest ich potencjałem, gdzie drzemie ich wewnętrzna moc, nie są w stanie odpowiedzieć na te pytania. Kiedy pytam o to, kim są, opowiadają o dzieciach, mężu, psie, czy pracy. Niewielki odsetek, opowie naprawdę o kobiecie, która siedzi przede mną. Każda taka historia zaczyna się wiele lat wcześniej, w domu rodzinnym. Tam nabywamy schematów, które podświadomie realizujemy w życiu dorosłym. My, jako kobiety, żyjące w Polsce, słysząc „wystarczająco dobra mama”, mamy od razu sygnał- „matka Polka”. Słyszałyśmy to niezliczoną ilość razy. Jak powinniśmy? Czego nie wypada? Kiedy jest wystarczająco dobrze? Tylko według kogo? W Wikipedii, znajdziemy opis „matki Polki”, jako symbol kobiety patriotycznej, która całe swoje życie poświęciła rodzinie i wychowaniu dzieci, jako matka. Jednak, czy nie pełni to roli mitu społecznego? Czy całkowite „poświęcenie” siebie, na rzecz „dobra wspólnego”, nie jest utratą siebie- swojego BYĆ. Być wystarczająco dobrą mamą? Przyjrzyjmy się jaką „jakość” do rodziny wnosi mężczyzna, a jaką kobietą. Nasze uwarunkowania społeczne i religijne zakłócają nam podstawowy przekaz tych „jakości”. Jak byśmy wzięli pod uwagę mężczyznę i kobietę, którzy budują swoje partnerstwo, widzimy wiele naleciałości i niewspierających przekonań dotyczących budowania ich relacji, komunikacji, znaczenia, jakie każdy z nich, bez względu na płeć, wnosi do kolejnej komórki społecznej jaką jest rodzina. Według wielu filozofów, terapeutów, psychologów- ja odwołam się tutaj do wiedzy i metod Berta Hellingera- mężczyzna i kobieta tworząc związek, tworzą wyjątkową i niepowtarzalną więź. Mężczyzna, jakbyśmy go określili na przykład numerem jeden (nie jeden, dlatego, że jest ważniejszy, jedynie dlatego, aby łatwiej nam było zobrazować sytuację). To pozycja, na której, ten mężczyzna wie, że wybierając sobie kobietę, za żonę, czy partnerkę,  staje się odpowiedzialny za bezpieczeństwo i stabilność. To on, toruje drogę kobiecie i dzieciom. On z przysłowiową maczetą, przedziera się przez dżunglę, żeby przeprowadzić swoją partnerkę- żonę i ich dzieci, aby o nich zadbać. Jeżeli byśmy mieli powiedzieć, za co odpowiada mężczyzna- ojciec, jakie wartości wnosi dla swoich dzieci, będzie to informacja o działaniu, wychodzeniu do świata, o sposobie wyrażania się, mówienia swojej prawdy, obstawania za sobą. O tym, jak dążyć do celu, konsekwentnie realizować swoje plany. Będzie pokazywał nam, jak wyznaczać granice i dbać o nie. Ojciec, będzie uczył nas, w jaki sposób obchodzić się z pieniędzmi, jak je zarabiać i wydawać. On dba o stabilizację, ponieważ jest podstawą- fundamentem, pierwszym nauczycielem tego, co dzieci wyniosą do dorosłego życia, i według jakich wzorów będą kształtowały kolejne jednostki społeczne. Jeśli mielibyśmy teraz przyjrzeć się kobiecie. To przy niej, przy matce są nasze początki, to z nią wiążemy się najbardziej emocjonalnie, bo każde dziecko w momencie porodu, zna bardziej swoją mamę, niż ona swoje dziecko, bo ono w czasie ciąży czuło jej emocje, radości i smutki. To matka uczy nas i odpowiada za karmienie, budowanie więzi i relacji, zarówno z samym sobą, ze swoim ciałem, z dotykiem. To od niej pierwszej dostajemy właśnie ten dotyk, to czucie zewnętrzne. Od niej dostajemy ciepło, od samego początku naszego istnienia. Ona odpowiada za bliskość, intymność, za tą relację, jedyną na świecie- między dzieckiem, a matką. Ona nas karmi. Daje nam poczucie bezpieczeństwa w czuciu, w tym, że jesteśmy zaopiekowani, tak wewnętrznie, emocjonalnie. Ona pokazuje nam pierwszy schemat budowania partnerstwa- relacji. Uczy, jak zaopiekować się sobą. Matka daje moc, buduje wewnętrzną siłę, którą ojciec później wzmacnia, abyśmy mogli z odwagą wychodzić do świata i realizować swoje plany. Nie ma ważnego lub ważniejszego rodzica. W rodzinie, nie ma ani, szyi ani głowy. Jest dwoje równowartościowych partnerów, wnoszących zupełnie inne jakości do relacji, jaką razem tworzą- do rodziny. Wiele stereotypów i społecznych nacisków utrudnia nam budowanie szczęśliwych związków. Zapominamy, że tworząc kolejną komórkę społeczną, nie wchodzimy do niej jako czysta kartka. Każdy z nas zarówno kobieta, jak i mężczyzna, wnoszą bagaż doświadczeń i schematów, których nauczyli się w swoich domach.  Tego, co obserwowali w budowaniu relacji, między kobietą a mężczyzną, między matką, a ojcem. WYSTARCZAJĄCO DOBRA MAMA To nie jest łatwe być- mamą.  Najczęściej, kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy w ciąży, pierwsze, co robimy, to kontaktujemy się z osobami, które mają już dzieci, lub z własną mamą. Wujek Google, Instagram i inne dostępne możliwości, które mamy na wyciągnięcie ręki wykorzystujemy do tego, aby posiąść wiedzę na poziomie ekspertskim. Drogie panie, pewnie już tam byłyście, szukałyście porad jak najlepiej, najwspanialej, najdokładniej zająć się swoim dzieckiem. Jednak niewiele z nas, „kontaktuje się” same ze sobą, ze swoją intuicją, z czuciem.  Mam na myśli te momenty, kiedy pytamy się same siebie: Jaką mamą chcę być?, Co dla mnie, i tylko dla mnie, znaczy macierzyństwo, na każdym jego etapie?, Co ja wewnętrznie czuję, że dla mojego dziecka będzie najlepsze?.  I tu odwołuje się do tego, co każda z nas chociaż raz przeżyła, odczuła, doświadczyła. To jest ta chwila, kiedy Wiesz- CZUJESZ, że z Twoim dzieckiem „coś” jest nie tak, że słyszysz, nie tylko uszami, ale wewnętrznym głosem, że ono inaczej zaczyna kasłać, że to, co mówi jest w innej energii, że mówi jedno, a Ty wiesz, że chodzi o coś innego. To chwila, kiedy przychodzi ze szkoły, rzuca plecakiem, ale nakłada uśmiech na twarz i mówi, że jest wszystko okej. Znacie to? Mówię tutaj o intuicji,  o wewnętrznym głosie, który każda z nas ma, tylko nie mamy z nią połączenia. To kolejny nasz zmysł. Dziwne odczucie w ciele, że z naszym dzieckiem coś się dzieje. Przeczuwamy. Wiele razy wiemy szybciej, lepiej, dogłębniej, niż niejeden psycholog, terapeuta i lekarz. Też jestem absolwentką szkoły dla rodziców i wychowawców, ona pozwoliła mi otworzyć głowę na inne spojrzenie na tą, jakże niesamowitą rolę w moim życiu, jaką jest macierzyństwo. Jednak nadal stwierdzam, że im bardziej czuję, tym lepiej wiem, co dzieje się z

Czytaj więcej »

Dlaczego się rozdajemy?

Od najmłodszych lat uczono nas, jak być grzeczną, ułożoną, dobrze uczącą się, zadbaną, elokwentne, … i tu można by wymieniać i wymieniać. Kobiety od wielu lat, z pokolenia, na pokolenie, świadomie, ale często z pola nieświadomego, w tzw. „lojalności do rodu” poddawały się schematom, realizując plan z góry na nie ustalony. Bo kolejno miała być szkoła, studia (najlepiej te, które ulokują je w pracy na etacie- bo mama tak pracowała, bo babcia zawsze marzyła, bo socjalne, bo przywileje, bo .. ), mąż, dom, kredyt, dzieci, pies, obiadki rodzinne co niedziela. Wielu z nas, nie przeszło nawet przez myśl, że realizują czyjś scenariusz, często nie wiadomo czyj. I biegniemy, gonimy, przyspieszamy kroku, bo mocniej, bo ktoś inny lepiej, bo za mało perfekcyjnie, bo niewystarczająco. Znasz to? ZAGUBIĆ SIEBIE Takie życie u wielu z nas, trwa latami. Duża część, nie „budzi się” nawet wtedy, kiedy w ich domach lub pracy jest mobbing, przemoc fizyczna, psychiczna lub materialna. Kobiety często, nie mają tam szacunku, przestrzeni, własnego zdania. Są jedynie wykorzystywane, do realizowania cudzych celów. Myślą, że tak już jest, że nie każdy ma kolorowo, bo rachunki, kredyt, dzieci, rodzina. Nie widzą, bo nie są w stanie zauważyć, że coś jest nie tak. Realizują czyjś plan, i wierzą, że „straty” są należy wpisać w życie, bo zawsze może być gorzej. I tu wchodzi kolejny schemat. Nie układa mi się, bo coś robię nie tak, bo muszę się bardziej postarać, co ludzie powiedzą. Wiele z tych kobiet będzie kombinować, układać się, dopasowywać, aby tylko nie czuć odrzucenia i tego, że są niewystarczające. I mija dzień za dniem, i czujemy coraz to większą pustkę, jakby nas wydrylował, kawałek po kawałku. Najgorsze jest to, że same na to pozwalamy, bo nawet nie przyjdzie nam do głowy, powiedzieć NIE. Bo tak naprawdę to nie „oni” nam, tylko my same, nawet niemym nie- w sumie powiedziałyśmy tak. Więc dlaczego ci „oni” mają z tego nie skorzystać, jeśli się na wszystko zgadzamy?   GRANICE Dajemy przekraczać swoje granice- ba, często nawet nie wiemy, gdzie one są, więc nie zapala nam się lampka alarmowa, że ktoś wtargnął na nasz teren. Nie mamy marzeń, pragnień, swoich celów, bo nie mamy na nie siły. Wszystko kręci się w obrębie ludzi, którym naddajemy, gdyż uważamy, że są od nas ważniejsi. To społeczne przekonanie o poświęceniu kobiety, sprawia, że wybranie innej drogi, niż ta matki polki, poświęcaczki, oddanej służbie rodzinie i pracy, bez zachowania swojej autonomii, wiąże się z niełatwą drogą pokonywania przeszkód społecznych. Jednak jeszcze ważniejszym aspektem jest fakt, że najbardziej, boimy się naszych myśli, poczucia winy i samooskarżania w chwilach, kiedy wybieramy siebie. Naddajemy za: uwagę, okruchy zauważenia i strzępy czułości. W naszej głowie pracuje program z dzieciństwa „gdy się wystarczająco mocno postaram”, to ktoś mnie pokocha, zauważy, doceni. W innym wypadku czujemy ból, odrzucenie, albo porzucenie. Nie zdajemy sobie sprawy, że te emocje nie są z tu i teraz. One są jedynie echem tego, co „przydarzyło” się nam w dzieciństwie. DOM, OD KTÓREGO SIĘ WSZYSTKO ZACZYNA Większość odpowiedzi znajdziemy cofając się do naszego dzieciństwa, a często i okresu prenatalnego (bo bardzo istotnym jest, jak nasza mama „przyjęła” wiadomość o tym, że jest z nami w ciąży, i jak tę ciążę przechodziła). Wiedza na temat tego, jak wyglądał nasz poród, karmienie, emocje naszej mamy, już od samego początku, będą kreowały nasz ogląd na świat. To echa tego, czego mieliśmy za mało. Kiedy nie czuliśmy się „napełnieni”, bliskością, czułością i odczuwaniem, mamy. To wszystko sprawia, że jest to nasza matryca nieuświadomionych przekonań na naszą dorosłość. To w czasie naszego dzieciństwa formujemy naszą wiedzę, na to, jak czy będziemy umieć dawać i brać. Określamy, jak nam jest z bliskością i ile jesteśmy w stanie „zapłacić” za uwagę drugiego człowieka. A później idziemy w świat i niby dorosłe, pędzimy za niedoścignionym zasługiwaniem, aby ktoś nam „zakleił” puste przestrzenie w nas, dał to, czego nie dostaliśmy w domu. I wtedy relacje nam się nie układają, ludzie przez cały czas od nas czegoś chcą, w pracy nas „wykorzystują”. Bo „oni” z pola podświadomego czują, że my chętnie dajemy- więc czemu nie skorzystać. Z analitycznego umysłu, to nie logiczne, ale nie jeden nurt psychologiczny mówi o tym, że nie jesteśmy białą kartką, nawet wtedy, kiedy chcemy odciąć wszystko to, co było i zacząć zupełnie od nowa.   TWOJA MATRYCA Czasy, gdy „dzieci i ryby głosu nie miały” i nie ważne było co myśleliśmy i jak wyglądało nasze dzieciństwo, już minęły. Wielu naukowców, tj. np. Gabor Mate, nazywa wspomnienia z tego czasu, traumą, którą wypieramy w dzieciństwie, a która zapisana jest w naszym ciele i „odpala” nam się podświadomie w dorosłym życiu. Nasze ciało pamięta wszystko. Zapisuje w strukturze komórkowej wszystko to, co trudne, aby nas chronić i przypomina o tym, za każdym razem, kiedy znajdujemy się w podobnej sytuacji. To tak, jakbyśmy trzymały pozycję do walki- wysoko gardę, ugięte kolana w pełnej gotowość w ciele- do walki lub ucieczki, a częstokroć w totalnym zamrożeniu i nieczuciu. Jak z takiej pozycji kreować, tworzyć, myśleć o swoim wymarzonym życiu. Tam nie ma nawet cienia szansy, na zapytanie się siebie, czego ja chcę, czy ta sytuacja mnie wspiera, czy jest dla mnie dobra. Nie ma tam szansy na miłość do siebie i postawienie się na pierwszym miejscu, bo cała uwaga, siła i wewnętrzna moc, jest skupiona na trzymaniu pozycji do ataku lub ucieczki, do pomagania i gaszenia cudzych pożarów. Bo tak byłyśmy nauczone. W naszych głowach zapisany jest program, że jak wciśniemy się w „gorset”, szpilki, fartuszek, będziemy Zosią samosią, i staniemy do mocowania się z codziennością- bo tak trzeba, często nawet ponad nasze siły, to zasłużymy, osiągniemy, zdobędziemy. Jednak, ile razy byłyśmy w miejscu, gdzie odhaczyłyśmy z czek listy wszystkie punkty, i zamiast dumy i radości, czułyśmy złość, pustkę, gorycz, rozczarowanie, a częstokroć wstyd i poczucie samogwałtu. I dopóki, nie staniemy twarzą w twarz ze sobą- nie zapytamy się siebie, kim jesteśmy- z miłością do tego, jaka odpowiedz do nas przyjdzie. Dopóki, nie dowiemy się, co sprawia nam przyjemność- tylko tak z głębi serca, nie poznając swoich wartości i potencjału.

Czytaj więcej »
Bez kategorii

Dobrze wybierz zawód.

  Wielu licealistów nie ma pojęcia co chciałoby w życiu robić. O tym jak poszukać swojego miejsca na rynku pracy z trenerką rozwoju osobistego, doradczynią zawodową, mentorką zmiany, założycielką Akademii Twórczego Rozwoju Mogę Wszystko- Katarzyną Bralewską rozmawia Daria Łęcka. DŁ: Dlaczego młodzi ludzie mają taki ogromny problem z ustaleniem, jak chcą w przyszłości zarabiać na życie? KB: Młody człowiek nie patrzy na samego siebie wielowymiarowo. Dzisiejsi młodzi ludzie niewiele o sobie wiedzą, na przykład jakie mają talenty i predyspozycje. DŁ: Chodzi o słuch absolutny i łatwość pisania? KB: Nie, w żadnym razie. Nie każdy wie, że: bliskość, dyscyplina, ukierunkowanie czy empatia, to właśnie są talenty. Jest ich dużo więcej. DŁ: Jak młody człowiek może je w sobie odkryć? KB: Polecam wykonanie sobie Testu Gallupa. DŁ: Ale on jest płatny. KB: Zapewniam, że to będą dobrze wydane pieniądze, zwłaszcza gdy się jest jeszcze uczniem i szuka się drogi zawodowej dla siebie. Ten test pomoże nam w dostrzeżeniu takich cech, które będą solidną podwaliną do zawodowego życia. Pozwolą poszerzyć perspektywę, zrozumieć siebie i wskażą szansę na rozwój i zmiany w życiu, ponieważ nie zaszufladkują nas w konkretnym zawodzie. To od naszych wrodzonych talentów powinien zaczynać się wybór drogi zawodowa, bo gdy robimy coś, w zgodzie ze sobą, robimy to również z sercem, i to nas nie męczy i nie nudzi. DL: Ja jako licealista głównie wiedziałam czego na pewno nie chcę w życiu robić i była to praca na zmiany, bo ja jestem rannym ptaszkiem i zero stresu. Źle działam pod presją. Świetnie. To wspaniała wiedza o twoich talentach. To bardzo ważna kwestia żeby wiedzieć, czego nie chcę się robić. Czego na pewno nie dam rady przez trzydzieści lat wykonywać dzień w dzień, a tego dowiemy się dopiero, kiedy zaczniemy próbować. DŁ: Można sobie jakoś pomóc w wybraniu właściwej drogi czy wszyscy jesteśmy skazani na zmianę studiów po trzy, cztery razy? KB: To pytanie ma dwie płaszczyzny. Pierwszą jest- zmiana. Jest ona jedyną stałą w naszym życiu, jeśli nauczymy nsię elastyczności w dostosowywaniu do niej, będzie nam łatwiej podejmować decyzje i wprowadzać je w życie. Czasy naszych rodziców, kiedy kończyli szkołę i pracowali na jednym stanowisku do emerytury, dawno się skończyły. Należy pamiętać, że zmiana jest dobra i wielokrotnie konieczna. DŁ: Czyli z góry wiemy, że wszystko się na pewno zmieni, a nasze predyspozycje czy talenty jak to nazywasz pozostaną niezmienne? To jaki jest sens spotkania z doradcą zawodowym? KB: Polecam spotkanie z doradcą zawodowym lub mentorem, gdyż takie osoby spojrzą na ciebie z innej perspektywy. Pokarzą, że nie tylko przedmioty szkolne i oceny są wartościowe. Pomogą zajrzeć głębiej w siebie: jacy jesteśmy, co dla nas jest ważne, co lubimy, a czego nie. To na pewno ułatwi wybór drogi życiowej. DŁ: Jak można w sobie takie talenty rozpoznać bez robienia testu Gallupa? KB: Odpowiedź mi na pytanie za: Co ludzie cię chwalą? Co w tobie cenią? W czym jesteś dobra? Co ci sprawia przyjemność i nie męczy, tak jak innych? – w ten sposób odkryjemy twoje talenty. Na nich buduj swoją przyszłość zawodową. DŁ: Jakie to proste, dlaczego w szkole nas o tym nie uczą. Szkoda. a jakie błędy popełniają licealiści przy wyborze zawodu? KB: Najwięcej błędnych decyzji podejmowanych jest z poziomu „co inni powiedzą”. Oddajemy sprawczość otoczeniu, zamiast wejść w głąb siebie i zadać siebie pytanie „Czego ja tak na prawdę chcę od życia?”. Nie spełniajmy niczyich oczekiwań, tradycji rodzinnych, nie zostawiajmy lekarzem, bo rodzice mają prywatną przychodnię. DŁ: Ale skąd wiedzieć, co ja konkretnie chcę robić? KB: Dobrym ćwiczeniem jest wyobrażenie sobie siebie za 10 lat, jak już wykonujemy zawód, który wybraliśmy. Pomyślmy, czy chcemy, aby tak wyglądał nasz dzień? Czy to chciałbyś/ chciałabyś robić? Sprawdźmy, jakie są możliwości rozwoju w danym zawodzie. Poszukajmy zawodów pokrewnych, z podobnymi kwalifikacjami, czy umiejętnościami. To pomoże poszerzyć nasze pole widzenia i ułatwi wybór. DŁ: Czy w wieku nastu lat da się w ogóle ustalić, jaki zawód powinnam wykonywać? KB: To bardzo trudna decyzja i dla tego, jedynie poznanie siebie i przyglądanie się sobie: naszym wartościom, marzeniom, predyspozycjom, pomoże dokonać dobrego wyboru, a gdy się zmienimy dokonać zmian w życiu. DŁ: Ale sama mówisz, że świat tak szybko się rozwija, że za 10 lat nasza rzeczywistość będzie zupełnie inna. KB: Właśnie. Jeśli skupimy się nie tylko na nauce przedmiotów szkolnych, a zadbamy również o kompetencje miękkie, takie jak: radzenie sobie ze stresem, elastyczność, komunikatywność, kreatywność, zarządzanie sobą w czasie i wiele innych, będziemy mogli wykorzystać je w każdym zawodzie. Należy pamiętać, że najważniejszym jest połączyć wiedzę, umiejętności, postawę społeczną i predyspozycje. Czego przykładem może być taka sytuacja, gdy: ktoś jest dobry z informatyki i matematyki, jego pasją jest rysowanie, a na pytanie co najchętniej robi w wolnym czasie odpowiada, że lubi wprowadzać zmiany w przestrzeni, w której się znajduje, lub spacery po lesie, proponuję, aby przyjrzał się zawodom związaniem z grafiką komputerową, aranżacją i projektowaniem przestrzeni, architekturą krajobrazu. Kilka konkretnych informacji, a wiele możliwości, którym warto się przyjrzeć. DŁ: Jak pomagasz znaleźć młodym ludziom swoje miejsce i wybrać właściwy zawód? Zadając pytania? Jakiego typu? KB: Konsultacja ze mną polega na poznaniu drugiego człowieka. Zadawaniu pytań, których jeszcze nikt mu nie zadał. Daniu przestrzeni, aby zastanowić się, nad sobą i „zajrzeć” w głąb siebie. Wypisaniu mocnych stron, tego, co dana osoba nie lubi i tego, co lubi robić- to ważne wskazówki dla mnie. Pytam o pasje. O to, co chcieli robić w dzieciństwie, czym lubili się bawić i gdzie? DŁ: Sorry, ale to takie błahe pytanka. KB: Wcale nie. Takie pytania, pozornie błahe, pozwalają odkryć „wewnętrzy diament”, który każdy z nas ma w sobie, tylko przykryty jest niewspierającymi przekonaniami i „łatkami”, jakie otrzymujemy od otoczenia przez całe życie. DŁ: Ja zawsze słyszałam, że nie mam talentu do języków, to są takie łatki? KB: Dokładnie: „Nie dasz rady”, „ty się do tego nie nadajesz”, „jesteś leniwy”, itp. W dalszej pracy, zajmujemy się właśnie przekonaniami, wiarą w siebie i swoje możliwości. Konfrontujemy się z tym, co jest prawdą, a co nie. W kwestii wyboru zawodu doradzam również, żeby poszukać osoby, która pracuje w zawodzie, jaki chcemy

Czytaj więcej »
Bez kategorii

Czy jesteś szczęśliwa?

Wielokrotnie zadajemy sobie pytanie „Czy jesteśmy szczęśliwe?” Jednak rzadko nasze odpowiedzi bywają twierdzące. Niejednokrotnie całe życie myślimy o tym, że na nasze poczucie szczęścia wpłynie nasz wygląd, status materialny, osiągnięcia, czy też figura. Dążymy do osiągnięcia szczęścia bez względu na cenę i czas jaki poświęcamy, aby do niego dojść. Jako młode kobiety dorastamy w przekonaniu, że jeśli będziemy jakieś (bliżej nieokreślone) to będziemy szczęśliwe. Tak nas wychowano. Niejednokrotnie słyszałyśmy: bądź grzeczna, nie wychylaj się, „Po co mam Cię chwalić, ważniejsze, żeby inni Cię chwalili”. I wzrastałyśmy w przekonaniu, że nasza wartość zależy od ilości pochwał płynących od innych osób. Im bardziej nas chwalono, tym paradoksalnie czułyśmy się bardziej nieszczęśliwe. Wzrastając w takim przekonaniu, zapomniałyśmy, że poczucie własnej wartości zaczyna się tam, gdzie zaczyna się miłość do samej siebie.   Duża część społeczeństwa dorastała w czasach, w których nie dbało się zarówno o rozwój intelektualny jak i duchowy. Nikt nie pytał się o nasze predyspozycje, talenty, wartości. Nie trafiałyśmy do doradców rozwoju osobistego, mentorów, coachów czy stylistów. Zapomniałyśmy o tym, że kiedy odkryjemy „Zwykłość życia, to zwykłe życie stanie się absolutnie niezwykłe” jak mawia Jacek Walkiewicz. Jednak, aby pójść dalej musimy pamiętać jeszcze o kilku rzeczach, jakimi są: wybaczenie wszystkiego co nosimy w naszym „życiowym plecaku”, który z dnia na dzień ciąży nam coraz bardziej. Aby pójść dalej musimy docenić, przede wszystkim, siebie za to jakie wspaniałe jesteśmy oraz odpowiedzieć sobie na pytanie: ile jesteśmy w stanie dać ludziom znajdującym się wokół nas. Aby pójść dalej musimy także docenić innych i dostrzec, że nie każdy jest zły i negatywnie do nas nastawiony. Aby pójść dalej docenić świat, który nas otacza, jego piękno i doskonałość. Uczymy się w szkole historii, geografii, matematyki, fizyki, ale nie uczymy się życia. Jesteśmy w stanie wybaczyć sobie po wielu latach, że nie pamiętamy, co jest stolicą Jemenu, albo lista uczniów w byłej klasie. Jednak karcimy się za to, że nie potrafimy budować relacji, rozmawiać z dzieckiem, przeżyć rozstanie oraz wybaczać, kochać, czy zaufać. Niewielu ludzi zauważa, że poczucie własnej wartości ściśle związane jest z uczuciem, którym darzymy siebie. Wszystko zaczyna się od wiary w siebie i naszego postrzegania świata. Nie zdajemy sobie sprawy, że usłyszymy tylko to, co jesteśmy gotowe usłyszeć. Doświadczmy tylko tego, na co jesteśmy wystarczająco otwarte. A zobaczymy tylko to, co chcemy zobaczyć. Pamiętaj! Wszystko się zmienia, gdy Ty siebie zmieniasz. Ralph Waldo Emersson powiedział „Jedyną osobą, którą jest Ci przeznaczone się stać, jest ta, którą zdecydujesz się BYĆ?”   Więc zadaj sobie pytanie: Czy lubię siebie? Nie możemy ciągle ratować świata. Czasem trzeba poprzestać na uratowaniu siebie. Więc uświadom sobie, że jesteś na tym świecie po coś. Przez cały czas szukaj drogi do siebie, mając świadomość, że ta zawsze jest najdłuższa i najtrudniejsza do przejścia. Ale warto. Nie pozwólmy, aby kolejny rok minął tak, że nie zauważymy, kiedy z zimy zrobiło się lato, a my nawet nie widziałyśmy jak zielenieją drzewa i rozkwitają kwiaty, jak świat staje się piękny, a przyroda budzi się do życia. Stwórzmy w swojej głowie plan na zrobienie czegoś inaczej- na odwrót, na opak. Dajmy sobie czas na poszukanie siebie w sobie. Zacznijmy wykorzystywać to, co już mamy, zauważmy nasz piękno, a na pewno będziemy zaskoczone, jak wiele mamy w sobie. Zawsze wierzę, że rzeczy i ludzie których spotykamy, nie pojawiają się w naszym życiu przez przypadek. Są dla nas lekcjami, z których mamy czegoś się nauczyć. Wystarczy tylko to dostrzec. A więc traktuj błędy i porażki jak lekcje, wyciągaj wnioski i buduj swoją wewnętrzną moc. Spraw, aby twoje dni były godne skatalogowania. Żyj pełnią życia. Bądź szczęśliwa. Nie zastanawiaj się nad tym, kiedy jest właściwy moment na siebie, realizację swoich pasji, marzenia, życie.  Zrób to Teraz. Pij kawę w ogrodzie, czytaj książkę, która leży od dawna w szufladzie i czeka na właściwy moment. On nie nadejdzie, bo zawsze będzie coś ważniejszego. Zacznij się zastanawiać, co mogę zrobić ze swoim życiem, żeby każdy dzień przeżyć tak, jakby był moim ostatnim. Bo nie ważne ile dni w naszym życiu. Ważne ile życia w naszych dniach. A jak powiedział Walt Disney „Jeśli możesz o czymś marzyć to możesz to mieć”. Zadaj sobie pytania: Co lubię? Co jest moją mocną stroną? Jakie są moje wartości? Dokąd zmierzam? Po co tu jestem? Jakie mam talenty? Jak jest moja lista marzeń, nie tylko tych na starość.   Uświadom sobie, jaką wartościową kobietą jesteś. Następnie odpowiedz na pytanie: czy chcesz za rok być w tym samym miejscu co dziś. Droga do poznania siebie jest kręta i wyboista. Jednak tylko Ty masz moc sprawić, aby być lepszą wersją siebie- z wczoraj. Przestań czekać na pochwały. Zacznij praktykować wdzięczność. Dziękuj za  kolejny dzień, za to kim jesteś, za ludzi, którzy Cię otaczają, za wiedzę, którą zdobyłaś. Wsłuchaj się w głos swojego serca i podszepty intuicji, a wtedy zobaczysz, że chociaż nie wydarzy się żadna rewolucja, to Twoje życie diametralnie się zmieni. Poprawią się Twoje relacje z bliskimi. Będziecie bardziej dostrzegali siebie i swoje potrzeby.   Zacznij zgłębiać wiedzę o rozwoju osobistym, ustal kierunek, w jakim chcesz podążać. Zadbaj o swój wizerunek. Stwórz siebie na nowo. Wiele z nas bagatelizuje to, jak wygląda, nie zdając sobie sprawy, jak wygląd zewnętrzny wpływa na to jak się czujemy i jak odbierają nas inni. Nie zdajemy sobie sprawy, jak dużo mówimy o sobie nie wypowiadając ani jednego słowa. Zadbajmy o to, abyśmy świadomie kreowały siebie.   Pamiętajmy, że szczęście jest w nas. Budujmy swoją wewnętrzną moc każdego dnia, a nasze życie będzie coraz piękniejsze i pełniejsze.   „Zamiast rozmyślać o tym, by być kimś innym, zacznij być dumny z tego, kim jesteś. Nigdy nie wiesz, kto patrzy na Ciebie marząc, by być Tobą.” Autor nieznany     Uczeń pyta mistrza: „Mistrzu, ile trzeba czekać na zmiany?” Mistrz mu odpowiada: ”Jeśli będziesz czekał- to długo”.

Czytaj więcej »
Bez kategorii

Zagubiona

Ile razy zadawałaś sobie pytanie, dlaczego jestem taka zagubiona, samotna, z pustą przestrzenią wewnątrz siebie, której niczym nie mogę zapełnić? Kolejne ubrania, nowa torebka, wyjścia ze znajomymi, nie dają ukojenia tej wewnętrznej pustce- ba, nawet masz wrażenie, że ją pogłębiają. Poszukiwania kogoś lub czegoś, kto pomoże zapełnić pustą przestrzeń, każdego dnia kończą się fiaskiem. A gdyby tak zacząć pytać się siebie Dlaczego? Dlaczego jestem niekompletna, niewystarczająca, wybrakowana? A może to tylko głowa podpowiada znajome frazesy. Tyle lat wierzyłaś, że to prawda, że jeśli ktoś mi to powiedział, to wiedział co mówi. Najczęściej ktoś bliski i ważny. Dlaczego miałby kłamać? I przyjmujesz te słowa do siebie, bierzesz jako swoje, nie zastanawiasz się nawet, czy Ty też uważam je za prawdziwe. Nie zadając sobie pytań wierzymy w cudze słowa jak w wyrocznię. Nie zastanawiamy się nawet czy mają jakiś sens i wartość. Jednym co jest pewne to fakt, że ,mają moc, najczęściej destrukcyjną. Niesiemy je ze sobą w naszych sercach, na ramionach, w kręgosłupie i każdego dnia ciążą nam coraz bardziej. Uginamy się pod ich ciężarem nie zastanawiając się nawet dlaczego je dźwigamy. A wystarczyłoby usiąść w ciszy, skupić się i zrobić porządki. Tak porządki jak na święta, na przyjazd kogoś ważnego na kim nam bardzo zależy. Wyrzucić wszystko z „szafek”, przetrzeć kurze i pozbyć się starych rzeczy, wszystkiego co brudne, poszarpane i stare. Przetrzeć „pułki” poukładać w kosteczkę tylko to, co uważamy za ważne i przydatne. Pamiętaj możesz wziąć wszystko, trochę albo nic. Masz wolną wolę i sama decydujesz z jakim bagażem podróżujesz przez życie. Proszę Cię usiądź, sprawdź co dźwigasz, co Cię przytłacza i ciągnie w dół. Nigdy nie jest za późno- świąteczne porządki też robisz co rok. Bądź dla siebie dobra. Z czułością i miłością, bez osądu  i poczucia winy przyjrzyj się każdej jednej „rzeczy”, która Ci ciąży. Sprawdź, obejrzyj ją z każdej strony i zweryfikuj czy wkładasz to do swojego plecaka na życie, czy nie. Wszystko to co zostawisz za sobą nie było tobą, nie służyło twojemu rozwojowi i nie dawało szczęścia, a wręcz przeciwnie. Podziękuj, pożegnaj się i idź dalej. Zabieraj do swojego „plecaka” tylko to co Ci służy, wzmacnia Cię i wspiera, abyś mogła być najlepszą wersją samej siebie, a nie czyimś oczekiwaniem. Stań się kobietą jaką od zawsze chciałaś być, a nie jaką miałaś być, bo komuś było z tym wygodnie. Ludzie uwielbiają zrzucać z siebie obowiązki, problemy, smutki na innych. Nie bądź tą, która nieświadomie sprawy innych niesie na swoich barkach. Pomagaj tylko wtedy, kiedy czujesz, że masz na to ochotę, jesteś w stanie unieść czyjeś sprawy nie tracąc swojej energii. Jeśli Ci to nie służy powiedź „Przykro mi, ale nie mogę tego dla Ciebie zrobić” i odejdź. „Nie” to pełne zdanie. Pamiętaj o tym.

Czytaj więcej »
Bez kategorii

Zmiana myślenia, zmieni Twoje życie!

Zmiana myślenia, zmieni Twoje życie! Od dziecka miałam pobrzmiewającą w głowie przypowieść o talentach i zawsze starałam się rozwijać te, które posiadałam w jak najlepszy sposób. Fascynowali mnie ludzie i ich potencjał, możliwości i wewnętrzna siła. Jednak rozglądając się wokół widziałam, jak wiele osób marnuje swoje zdolności, nie dostrzega własnych zasobów, nie wierzy w siebie. A przecież każdy z nas jest wyjątkowy i niepowtarzalny, i urodził się Po Coś! Jak wiele dobrego można by dać sobie i innym, będąc najlepszą wersją samego siebie. Najbliższe mojemu sercu są kobiety, bo to one bardzo często kreują świat nie tylko swój, ale i świat swoich rodzin i dzieci, a tym samym kolejnych pokoleń. Wiele z nas wychowane zostało w ramach przekonań, lęków i obaw naszych matek, jednak czasy w jakich żyjemy są inne niż te, w których przyszło dorastać naszym rodzicielkom. Dajmy więc sobie i bliskim wokół szansę, na zmianę myślenia, wyobrażeń, na wiarę w  lepsze jutro, na to, że Możemy Wszystko, jeśli tylko zadbamy o siebie. W wielu głowach nadal wybrzmiewa przekonanie, że jeśli postawimy na swoje potrzeby, pragnienia, marzenia i pasje nasi bliscy na tym ucierpią. A wiem z własnego doświadczenia, że kobieta szczęśliwa to kobieta spełniona, ta, która lubi siebie i ma czas na samorozwój, odpoczynek i pasje. Ile  kobiet jest sfrustrowanych, złych i niezadowolonych ze swojego życia „bo ktoś nam to zrobił”. Kochane, nikt nam nie zrobi nic bez naszego pozwolenia. To nasz wybór, czy kolejny raz będziemy ścierały kurze lub myły podłogę, czy w tym czasie usiądziemy do czytania książki leżącej w szufladzie, do której od dawna tęsknimy, tłumacząc sobie, że poczytamy ją kiedy dzieci odrobią lekcje, poprasujemy i przygotujemy wszystko na kolejny dzień. TO TAK NIE DZIAŁA!!! Wiem bo sama tam byłam, wściekła na wszystko i wszystkich- „Bo oni mi”, „Bo przez nich”. Kiedy uwierzymy w swoją MOC, moc tworzenia, kreowania i wiary, że Możemy swoje życie przeżyć po swojemu, na swoich zasadach, otwierają się nasze oczy i zaczynamy kreować swój świat na nowo. Kiedy odpuszczamy Muszę, Powinnam, Tak trzeba, na rzecz Mogę bo  Chcę, świat zaczyna wyglądać inaczej. Kiedy zdajemy sobie sprawę, że słowo „Nie” to już pełne zdanie, bez tłumaczenia się, wymyślania powodów, szukania wymówek. Kiedy zaczynamy być uważne na to co Myślimy, Czujemy, Chcemy, zaczynamy dostrzegać nasze potrzeby, pragnienia, radości i smutki, wtedy dopiero zaczynamy żyć swoim życiem. Nie tym zgodnym z szablonem przekonań, rodowych naleciałości i konwenansów, usłyszanych w przeszłości,  które przylepiły się do nas i przyjęliśmy za swoje wierząc, nie zastanawiając się nawet nad nimi, i wierząc, że są one nasze. Ale kiedy staniemy przed lustrem, jako dorosłe- dojrzałe kobiety, to wielokrotnie w swoich oczach widzimy pustkę, rozczarowanie i rozżalenie. Patrząc na siebie, nie cieszą nas już nowe ubrania, fryzura, czy perfekcyjnie wykonany makijaż, bo w naszych oczach jest smutek i tęsknota za szczęściem. Kochane, ale szczęście jest w nas samych. Ja szukałam go przez 36 lat na zewnątrz, w innych ludziach, przedmiotach, sytuacjach, a znalazłam najbliżej jak się da- w sobie. Najdłuższą drogę jaką pokonałam w życiu to ta z głowy do serca, do siebie. Polubienie- pokochanie siebie, uważność na to, co mówi nam nasze ciało, co szepcze do nas nasza dusza, to jedna z najważniejszych lekcji do przerobienia. Czy w ogóle potrafimy ją usłyszeć w czasie, gdy nasze ego mówi nam, że jesteśmy niewystarczające, niegodne, niewarte? Każda z nas co najmniej słyszała o kobiecej intuicji, a to właśnie cichy głos naszej duszy, która wie czego nam potrzeba, co powinnyśmy zrobić, jakie decyzje podjąć, jakie relacje utrzymać, a które nam nie służą. Tak często nie słuchamy tego wewnętrznego głosu, bo jest przekrzyczany przez falę zbędnych informacji lub niewspierających przekonań. Ile z nas jest w stanie spojrzeć na swój „zwyczajny” dzień z wdzięcznością i podziękować za dobro, jakie się wydarzyło, jakiego zaznały, jakie podały dalej. A to właśnie uważność i wdzięczność czyni nasze życie bardziej wartościowym. Jesteśmy niezwykłe, a tak rzadko to doceniamy. Nie zdajemy sobie sprawy, że nie doceniając siebie, pokazujemy całemu światu, że tak można. Mówiąc do siebie i o sobie złe rzeczy, dajemy nieme przyzwolenie innym, na podobne zachowanie. Zastanówmy się czasem, czy sowa wypowiadane do siebie powiedziałybyśmy najbliższej osobie na świecie? Zapewniam Was, że odpowiedz będzie brzmiała- Nie. To czemu robimy to sobie?   Kochane Kobiety, tylko wtedy, gdy my same zrozumiemy, że to jak traktujemy siebie, jak dbamy o nasze potrzeby, pragnienia i swoją przestrzeń w życiu, odpuścimy kontrolę, perfekcjonizm i przepracujemy przekonania w jakich wzrastałyśmy, odnajdziemy radość z życia na swoich zasadach. Damy sobie i naszym bliskim możliwość oddechu pełną piersią, bez blokad, zbędnych wymówek i oczekiwań. Wypuśćmy to co stare, zbędne, niewspierające, bo szkoda życia!!! Na mojej drodze nie było nikogo, kto powiedziałby mit takie słowa, popracował ze mną nad bagażem, w którym niosłam żal, frustrację, wstyd, lęk, niespełnione oczekiwania i blokujące przekonania. Wiem jak trudno było mi dochodzić do wszystkiego samej. Jak wiele błędów popełniłam, których można było uniknąć, jak wiele ludzi nieświadomie skrzywdziłam. Jak bardzo dziękuję swojej duszy, że dobijała się do mnie tak długo, aż byłam gotowa ją usłyszeć i zacząć nowe życie, które kreuję sama. Dlatego jeżeli jesteś w swoim życiu na zakręcie lub rozstaju dróg. Jeśli jesteś wyczerpana walką o lepsze jutro i czujesz, że stoisz pod ścianą. Jeśli chcesz zmienić swoje przekonania, zrozumieć jak kreować rzeczywistość, której pragniesz i cieszyć się każdym kolejnym dniem. Jeśli pragniesz zrozumieć jak działa świadomość i podświadomość, zasady fizyki kwantowej i prawa wszechświata. Zapraszam. Zmiana myślenia potrafi zdziałać cuda. Bo jedynie z miłością do siebie i innych jesteśmy w stanie poczuć szczęście jakiego pragniemy.

Czytaj więcej »